Najpierw był dziadek-fotograf. Jeszcze przedwojenny. Zapalony kolekcjoner sprzętu fotograficznego. Handlował ze mną akcesoriami i uczył mnie rzemiosła.
Potem był Donat, którego losy splatały się i rozplatały z losami naszej rodziny. Fotograf i dziennikarz. Oczko nie z guziczka, pióro nie z gumy. Uczył mnie - doraźnie i sporadycznie - filtrować fantazję przez obiektyw.
Obu już nie ma wśród nas. Jest życie, które wsącza się przez źrenicę. I współinspirująca solidarność obiektywów ;)