Blizny ładnie bliznowacieją. Ładnie, w sensie, że prawidłowo. A wygląd, cóż, na razie jak abstrakcyjne mazy pisakiem, ciemnoczerwonym bądź fioletowawym, w zależności od pory dnia i nastroju. Gdy świeżo wymasowane - sterczą. Zaczynają się łuszczyć, więc dziś wreszcie natłuściłam je, zakładając, że chyba już się zasklepiły.
Coraz bliiżej czas, kiedy będę musiała pożegnać się ze stabilizatorem na dzień. Już w najbliższy poniedziałek czy wtorek. Ogarnia mnie panika i desperacja: na razie nawet nie wiem, jak przemieścić "gołą" nogę po prześcieradle bez pomocy rąk. Z oporem nauczyłam się nią kołysać z boku na bok. Z pomocą dwóch lampek wina doszłam do przekonania, że mogę unieść kolano na parę centymetrów siłą samych mięśni. Jeszcze będę z rozrzewnieniem wspominać chwilę, kiedy uważałam to za sukces, ale teraz to naprawdę jest sukces. Nie każą mi samej ćwiczyć zginania, to nie ćwiczę; nie będę eksperymentować na koronkowej robocie ortopedów. Wykonuję tylko te ćwiczenia, które mi zaleciła Agnieszka. Ale tym bardziej z przerażeniem myślę, jak to będzie - wstać z łóżka? Mogę leżeć bez ortezy; pewno mogłabym bez niej także stać. Ale to, co pomiędzy, okryte jest mgłą tajemnicy.
Dwie rzeczy napawają otuchą. Dziś stoję o kulach - i nagle zdaję sobie sprawę, że w kategorycznej ciasnocie stabilizatora właśnie.... bezwiednie zginam kolano. Potem już "wiednie". Ono chce być zgięte! Kiedy wie, że jest bezpieczne. Gdy ćwiczy ze mną rehabilitantka - już dochodzimy do 45º - mięśnie uda są wprost zachwycone zmianą pozycji. Ale umysł wciąż nie.
Jest jednak jeszcze jedna rzecz, która powinna uzmysłowić mi wreszcie, że z tym stawem będzie w porządku. W chwili przebudzenia - chwili jeszcze niezbyt przytomnej - nie jestem w stanie powstrzymać odruchu przeciągania się. Przed operacją często skutkowało to gwałtownym i bolesnym ocknięciem, gdy rzepka wyskakiwała ze swojego miejsca. Nawet w stabilizatorze. Teraz też się rankami przeciągam, choć desperacko próbuję z tym walczyć, choćby "wyłączyć" jedną nogę, ale to raczej mało realne. Dziś poczułam, jak okolice rzepki napinają się silnie, aż niemiło - bo teraz niemiłe uczucia mam w tym stawie, za mocno czuję jego "obecność" - ale nic się nie stało!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz