- Pani Agnieszko, mam wrażenie, że coraz ciaśniej muszę zapinać stabilizator, bo inaczej mi się zsuwa. Co się dzieje?
- Mięśnie spadają!
- Zanik mięśni?! - zmartwiłam się. - Myślałam, że opuchlizna schodzi, albo że mięśnie inaczej zaczynają pracować i działają na ortezę...
- To też, to też. Ale niech się pani nie przejmuje, będziemy nad tym pracować.
Na razie jednak czeka mnie inna frajda: po zdjęciu szwów nadszedł czas na zabawę z bliznami. Cóż, bliznami to one w sumie dopiero będą, o czym boleśnie przekonałam się już wczoraj; teraz chętnie nadałabym im jakieś inne, bardziej pasujące imię. Rehabilitantka poświęca im tyle czasu, że gdyby nie przypominała mi co chwilę o oddychaniu, saturacja spadłaby mi do niebezpiecznych poziomów ;) Za mnie jęczenie odwala pies.
- Co, umówiliście się? Za pięć kupek karmy?
Blizny zostają wymasowane, oczyszczone i gdzieniegdzie połapane malutkimi plasterkami. Mam jednak nie natłuszczać ich jeszcze, póki nie do końca się wygoiły. Przychodzi czas na szukanie zakwasów (chyba nieco mniejszych), a potem na zginanie kolana. Chyba wreszcie mój organizm załapał, co to znaczy "rozluźnić mięśnie". Może starczy mu tej wiedzy do następnego razu. A w następnym tygodniu będzie przychodziła koleżanka Agnieszki, bo Agnieszka jedzie do Włoch, szukać śniegu pod narty...
PS. Mail od studentki:
...Pozdrawiam i życzę szybkiego powrotu do formy!
Ja: Dzięki piękne! Teraz jestem dość nieruchawa, więc to forma musi wrócić do mnie... ;)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz